Gruby, zły i brzydki. Recenzja „Śliskiego Boogiego”

boogie01
Argentyński artysta Roberto Fontanarrosa stworzył w latach 70. „Boogie, el Aceitoso” czyli cykl krótkich komiksów o łowcy głów, mających być parodią „Brudnego Harry’ego”. W 2009 roku scenarzysta Marcelo Paez Cubells i reżyser Gustavo Cova postanowili wykorzystać postać Boogiego i wyprodukować film animowany z jego przygodami. Czy pełnometrażowa animacja miała szansę powtórzyć sukces komiksu gazetowego?

Protagonista filmu, tytułowy Boogie, jest urodzonym zabijaką. Nie straszne mu wojenne fronty w różnych częściach globu; to weteran kochający zapach napalmu. Obecnie trudni się pracą dla mafiosa Sony’ego Calabri. Przeciw bossowi toczy się proces i grozi mu surowa kara jeśli tajemniczy świadek złoży obciążające go zeznania. Boogie dostaje więc zlecenie unieszkodliwienia owego świadka. Jednak zabijaka ma już swój wiek i swój cennik, staje się dla mafii nieopłacalną inwestycją. To powoduje, że ma przeciw sobie konkurenta – młodego, wysportowanego i tańszego Blackburna. Teraz nie będzie to już tylko kwestia uciszenia świadka, ale sprawa osobista, której motywem jest pojedynek dwóch łowców głów.

boogie02

Film powiela kliszę fabularną taniego, amatorskiego kina. Mamy dwóch łotrów wykonujących to samo zlecenie, jest dużo, bardzo dużo krwi i wnętrzności, pościgi, dym papierosowy, zemsta i piękna kobieta w tle. Nawet przy takiej mieszance paradoksalnie można się dobrze bawić, o ile zostanie odpowiednio podana przez twórców. W przypadku animowanego „Boogiego” chyba zbytnio zapatrzyli się oni w filmy Roberto Rodrigueza i Quentina Tarantino. Próby gry konwencją, czerpania z popkultury, umieszczenia dobrych dialogów wyszły im niezdarnie. Cały scenariusz opiera się właściwie na łamaniu zasad politycznej poprawności. Główny (anty)bohater to szowinista, rasista, ksenofob, do tego impertynent kipiący agresją, kierujący się w życiu żądzą krwi i pieniądza. Ciągła masakra po kilkunastu minutach staje się nużąca, w utrzymaniu przed ekranem telewizora nie pomaga też rozwlekły pościg w końcówce. Co gorsza, w pewnym momencie scenarzysta postanowił dodać elementy budowania portretu psychologicznego Boogiego – zabijaka zaczął mieć słabość do swojej byłej kochanki. Serwowane przez postaci mało błyskotliwe, dziwne żarty, dopełnieniem których byłby humor skatologiczny, tylko pogrążają film. Na ironię, jedynymi momentami, które nie wywołują uczucia zażenowania są żarty Boogiego o biednych i głodnych. Ale czy to ma świadczyć o sile filmu?

Najwyraźniej pomysł na postać Boogiego sprawdza się wyłącznie w krótkiej formie. Film ani nie jest parodią Brudnego Harry’ego bo odniesień tu niewiele, ani sprawnie i interesująco dla widza nie łączy motywów z filmów klasy B. “Śliski Boogie” przynosi więc 90 minut zmarnowanego czasu i zmarnowanego potencjału. Animacja miała szansę stać się ciekawym przerywnikiem dla widzów chcących odpocząć od ambitnych produkcji. Niestety twórcy skutecznie te możliwości zaprzepaścili.

boogie03
boogie04
boogie05

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *