Niedźwiedzia Przysługa – Recenzujemy „Meridę Waleczną”!

„Merida Waleczna” (ang. tytuł „Brave”) to pierwszy film Pixara, w którym główną rolę gra dziewczyna. W związku z tą prostą zmianą na animację spadł ogrom oczekiwań. Bohaterka powinna błyszczeć. Ma być silna, zdecydowana, samodzielna, rozsądna, ale także zabawna i sympatyczna. Poza tym musi być sprawna, niech radzi sobie lepiej od wszystkich mężczyzn w filmie. Najlepiej jakby nie zawracała sobie głowy romansami, bo to przecież nie przystoi. Podobne wypowiedzi dało się słyszeć o samej fabule. Ma zachwycić. Niech ktoś w końcu udowodni, że filmy z dziewczynami też zasługują na uznanie. Czy „Merida Waleczna” spełnia te oczekiwania? Niestety nie. Film jest przeciętny, przewidywalny i nie ratuje go nawet najbardziej samodzielna i uparta bohaterka.

Głównym problemem „Meridy Walecznej” jest banalnie prosta fabuła i brak ciekawego antagonisty. Rudowłosa Merida jest sympatyczną, nieokiełznaną księżniczką, która nie potrafi porozumieć się z pełną gracji i rozsądku matką, królową Elinor. Postacie są dobrze skontrastowane, a jednocześnie dopełniają się nawzajem. Opowieść koncentruje się wokół ich relacji i konfliktu, który narasta, gdy królowa aranżuje dla córki spotkania z trzema kandydatami na męża. Oczywiście księżniczka nie chce jeszcze wychodzić za mąż, pragnie wolności. Aby ją uzyskać udaje się do wiedźmy i prosi o zaklęcie, które „zmieni” matkę, a tym samym odmieni jej los. Te wydarzenia streszcza sam zwiastun, pozostawiając jednak naturę zaklęcia tajemnicą. Odkrycie jej obdziera film z jedynej istotnej niespodzianki, a starszym widzom zdradza dalsze losy postaci. Brakuje tematów innych niż relacja matki i córki. Do miana drugiego wątku pretenduje problem trzech klanów i kandydatów, ale zostaje on na tyle bezboleśnie rozwiązany, że nie wiadomo, po co się w ogóle pojawił. Podobnie sprawa ma się z „antagonistą” – niedźwiedziem Mordu. Pomimo interesującej przeszłości zachowuje się on tylko jak agresywny niedźwiedź. Nie ma żadnego celu i planu, chce po prostu zabijać.

Wszystkie postacie prócz Meridy i Elinor marnują się w nieskomplikowanej i ciasnej opowieści. Kandydaci na męża nie mają własnych imion, pragnień i problemów. Ich ojcowie są ciekawsi, ale wydaje się, że służą jedynie komediowemu aspektowi historii, podobnie jak ojciec Meridy i jej bracia. Choć film uderza w poważniejsze tony, całości brakuje dramatyzmu, sytuacji bez wyjścia, podbicia stawki. Sceny walk i pościgów dostarczają najwięcej emocji, ale fabuła jest na tyle prosta, że widz i tak wie jak się skończą. Nie istnieje element zaskoczenia, co w rezultacie zabija rozrywkę. Interesujące jest całkowite wykluczenie romansu, pomimo przedstawienia trzech męskich postaci i poruszenia sprawy małżeństwa.  Zapewne celem pomysłodawczyni, Brendy Chapman, było skupienie na wartościach rodzinnych i relacjach pomiędzy matką, a córką (rzekomo wzorowanych na jej osobistych przeżyciach), ale w obecnym kształcie choćby zarysowanie historii miłosnej uatrakcyjniłoby fabułę.

Na szczęście niedostatki fabuły częściowo wynagradza warstwa wizualna. Piękne, mgliste lasy, potężna twierdza DunBroch i powiewające na wietrze rude włosy Meridy przykuwają wzrok i przenoszą do innego świata.  Niestety nawet one nie są w stanie uczynić z filmu kolejnej „kultowej” animacji studia. Pomimo ogromnych nadziei „pierwszy film Pixara z główną bohaterką”, najprawdopodobniej nie będzie mógł się dumnie prezentować obok produkcji takich jak „Toy Story”, „Gdzie jest Nemo?” czy „Wall-E”. Można wręcz powiedzieć, że poważane studio oddało filmom z głównymi postaciami żeńskimi niedźwiedzią przysługę. Na pewno w świecie popkultury znajdą się tacy, którzy za gorszą jakość „Meridy Walecznej” będą naiwnie winić fakt, że rudowłosa bohaterka nie była mężczyzną. Nad prawdziwością podobnej argumentacji lepiej się w ogóle nie zastanawiać.

Mimo wszelkich wad film najpewniej spodoba się dzieciom. Jest zabawny, lekki i być może gdyby nie był produkcją Pixara to czekałaby go łagodniejsza ocena. Niestety prestiżu studia nie można pominąć. Oczekiwania mają to do siebie, że czasami niezmiernie trudno im sprostać.