Recenzujemy „Tytana Symbionika”

Każdy, kto w dzieciństwie oglądał „Laboratorium Dextera” wie kim jest Genndy Tartakovsky. Gdy w czołówce serialu Deedee podłączała zielony neon do prądu, pod świecącym tytułem pojawiało się jego nazwisko, a spokojny głos lektora oznajmiał najmłodszym, kto wymyślił ich ulubioną kreskówkę. Tartakovsky pracował przy największych produkcjach Cartoon Network, był też głównym pomysłodawcą „Samuraja Jacka” i producentem pierwszej odsłony „Gwiezdnych Wojen:Wojny Klonów” (za którą otrzymał dwie nagrody Emmy). Wydawało się, że CN i utalentowany Genndy są nierozłączni. Ta piękna iluzja rozpłynęła się jednak w zeszłym roku, gdy Tartakovsky rozwiązał współpracę z kanałem i udał się do Sony Pictures Animation. Powód? Jego najnowszy serial – „Tytan Symbionik”. 

„Tytan Symbionik” (tytuł oryginalny „Sym-Bionic Titan”) to 20-odcinkowa seria z gatunku sci-fi i mecha. Głównymi bohaterami są uciekinierzy z odległej planety, Galaluny, która została zaatakowana przez potwory Mutraddi. Aby ochronić swoją córkę, a zarazem księżniczkę i nadzieję narodu, król Galaluny wysłał ją na Ziemię razem z nastoletnim kapralem Lancem i niezwykłym robotem Octusem. W ten sposób młoda następczyni tronu Ilana i jej skromna świta znaleźli się na obcej planecie, gdzie mają ukrywać się do czasu, aż sytuacja na Galalunie ulegnie zmianie. Ich tropem podążają już Mutraddi, którym nie przeciwstawi się żadne Ziemskie wojsko. Na szczęście Ilana, Lance i Octus, z pozoru niedopasowane trio, razem może zdziałać cuda – stworzyć tytułowego Tytana Symbionika, ogromnego robota o nieograniczonej mocy. Z jego pomocą są w stanie stawić czoła nadciągającym co odcinek kosmitom. 

Teoretycznie fabuła serialu jest skazana na sukces. Posiada wszystkie kluczowe elementy dobrego serialu akcji – bohaterów obydwu płci, groźnych kosmitów, problemy licealistów, walkę i futurystyczne roboty. Mimo to „Tytan” został przez Cartoon Network odrzucony. Choć Tartakovsky planował serial na więcej niż jeden sezon, kanał nie życzył sobie kontynuacji. Oficjalnym powodem dla ukrócenia produkcji był brak potencjału zabawkowego. Być może ciężko uwierzyć, by historia z robotami w roli głównej nie inspirowała do tworzenia zabawek, ale sposób jej prowadzania rzeczywiście się na to przekłada. Przy obecnej popularności seriali takich jak „Ben:10”, „Generator Rex” i „Bakugan”, nowe dzieło Tartakovsky’ego wydaje się zbyt dorosłe i ambitne. Za dużo w nim brzydoty, scen rozegranych długimi spojrzeniami i gestem, dojrzałych zachowań, subtelnych relacji, i niegloryfikowanej przemocy. Za dużo w nim wszystkiego, co tworzy świetny serial.

 W „Tytanie” nie znajdziemy sceny, gdzie zła postać spada w otchłań bo nie chciała podać ręki protagoniście. Główny bohater jest w stanie pobrudzić sobie ręce i z pełną świadomością zadać śmiertelny cios. Choć zasady produkcji „dla dzieci” nie pozwalają na pokazywanie krwi, serial pełen jest ciężkich scen, balansujących na granicy poprawności. Nie dotyczą one tylko przemocy. W grę wchodzi również całowanie, wyzywający ubiór postaci i wyraźnie zarysowane kobiece kształty. Spore zaskoczenie wzbudziła scena, w której urodziwa cheerleaderka tańczy do piosenki „Shake it, Bake it, Booty Quake it” i zamaszyście trzęsie pupą, chcąc tym pokazem wyłudzić od bohatera odrobienie pracy domowej. Kolejną kwestią jest wspomniana brzydota. Poszczególne Mutraddi są naprawdę paskudne, choć jest to raczej zasługa zachowania i animacji, aniżeli samego dizajnu. Ich członki są powykręcane, a ciało zazwyczaj pokryte łuską lub śluzem. W walce często wyją ukazując okropne, rozciągnięte twarze. Choć Mutraddi różnią się wyglądem i mocami, to zazwyczaj wnoszą ze sobą ten sam element obrzydliwości i strachu – ich ruchy są nagłe i niebezpieczne. Najmniej przerażające są największe okazy, które automatycznie kojarzą się z Godzillą lub przeciwnikami z „Power Rangers”.  

Powyższe opisy nie oznaczają jednak, że „Tytan” nie jest atrakcyjny. Walki są dobrze zaplanowane i widowiskowe, choć nie dochodzą do tego niedorzecznego poziomu, który zobaczyć można w wielu produkcjach dla chłopców. Styl graficzny „Tytana” to styl Tartakovsky’ego przypominający „Dextera” pod względem projektów postaci i kreski. Bardzo charakterystyczna jest mimika – postacie wykrzywiają twarze do momentu, aż stają się brzydkie, co nie wszystkim musi się podobać. Dizajn bohaterów nawiązuje także do tytułów anime z lat 70′, które Tartakovsky wymienił jako swoje inspiracje. Mowa tu o serialach pokroju „Voltron” – odcisnęły one również swoje piętno na fabule „Tytana”. Kolejnym natchnieniem dla twórcy były filmy Johna Hughesa, opowiadające o problemach nastolatków, takimi jak kłopoty z akceptacją w szkolnym środowisku. 

Zgodnie z decyzją Cartoon Network „Tytan Symbionik” kończy się wraz z 20-tym odcinkiem, choć wyraźnie widać, że opowieść urwana zostaje w połowie. Galaluna wciąż jest w niebezpieczeństwie, a bohaterowie nie rozwiązali swoich problemów. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy stoi za tym oficjalny brak potencjału zabawkowego, poważna natura serialu, czy też wewnętrzne dysputy pomiędzy twórcą, a kanałem, o których zwykły widz się nie dowie. Jedno jest pewne – po ukróceniu serialu Genndy Tartakovsky i Cartoon Network zapewne rozstali się na dobre, i nic nie wskazuje na to, żeby „Tytan” mógł być produkowany gdzie indziej. Jest to duża strata i krok w tył dla CN, które powoli zapełniało ramówkę świetnymi produkcjami, takimi jak „Adventure Time”, „Regular Show” i „Young Justice”. Wszystkie z wymienionych seriali wykraczają poza przyjęte granice serialu dla dzieci i młodzieży, eksplorują wcześniej ignorowane tematy i wyznaczają nowe trendy w animacji telewizyjnej. „Tytan Symbionik” również mógł je wyznaczać, na swój oryginalny sposób. Pozostaje mieć nadzieję, że Sony Pictures Animation okaże się być dobrym miejscem dla Tartakovsky’ego. Na jesień tego roku zapowiedziano premierę jego nowego filmu 3D – „Hotel Transylvania”.  

Na koniec, z braku zwiastunów z prawdziwego zdarzenia prezentuje klip, który mnie zachęcił do obejrzenia serialu:

 

 

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *