Sean Szeles opowiada o „Kronikach Rodziny Królewskiej”

Sean Szeles
Sean Szeles – pracował przy „Zwyczajnym serialu” i „Niezwykłych przygodach Flapjacka”

Wraz z Cartoon Network zapraszamy do lektury kolejnego wywiadu. Na pytania dotyczące nowej serii „Kroniki rodziny królewskiej” odpowiedział Sean Szeles.

Szeles od wielu lat związany jest z animacją, pracował m.in. jako scenarzysta i storyboardzista emitowanych na Cartoon Network produkcji „Zwyczajny serial” i „Niezwykle przygody Flapjacka”.

„Kroniki rodziny królewskiej” to najnowszy miniserial Cartoon Network. Osadzona w średniowiecznym klimacie czteroczęściowa historia opowiada o losach współczesnej rodziny królewskiej żyjącej w historycznej rzeczywistości. „Kroniki rodziny królewskiej”  powstały w oparciu o nagrodzoną Emmy animację krótkometrażową „Yule Hare Festival”.

Premiera miniserialu zapowiedziana jest na wrzesień 2016.

—-

 

1. Opowiedz o Twoim nowym miniserialu, „Kroniki rodziny królewskiej”.

„Kroniki rodziny królewskiej” to najnowszy miniserial produkcji Cartoon Network. Stworzyłem go w oparciu o zrealizowaną wcześniej krótkometrażówkę o rodzinie zmagającej się ze świętem Yule Hare, jest bardzo zabawna.

2. Dlaczego akurat serial o rodzinie królewskiej?

Wydaje mi się, że to połączenie wszystkich rzeczy, które lubię. Podoba mi się zgłębianie przeszłości, dawnej kultury, tego jak ludzie się ubierali. Zależało mi akurat na rodzinie królewskiej, ponieważ tworząc serial dość mocno wzorowałem się na swojej własnej rodzinie i wydawało się to dość naturalnym wyborem. Cartoon Network nie mógł się pochwalić serialem z tak tradycyjnie ukazaną rodziną, pomyślałem więc, że będzie to dla nich coś nowego.

3. Co lubisz oglądać? Jakie są Twoje inspiracje?

Mój ulubiony serial to „Hotel Zacisze” i wpłynął on na „Kroniki…” dość mocno. To serial o gościu, czy parze, która prowadzi hotel – w tym sensie nawiązuje do tego rodzina próbująca zarządzać pałacem i całym królestwem. Z nieco starszych seriali lubię brytyjskie „Upstairs Downstairs” o radzeniu sobie z systemem klasowym, no i oczywiście Monty Pythona. Mógłbym wymieniać w nieskończoność.

4. Jaka jest rodzina rodzina królewska z Twojego serialu?

Mamy króla Rufusa, który jest ojcem i władcą krainy. Jest trochę głupkowatą postacią, ale ma też dość trudny charakter i często wpada w złość. Stara się chronić swoje dzieci, zwłaszcza księżniczkę Rosalindę, ale często bywa nadopiekuńczy. Królowa Eleonora jest trochę bardziej nietypowa – to jedna z moich ulubionych postaci. Wydaje się mieć jasno określony stosunek do wszystkiego i nie robią na niej wrażenia wybryki męża i dzieci. Najstarsza córka, Rosalinda, jest wielką fanką muzyki i punkowych koncertów. Potrafi być dość niesforną nastolatką, ale przeważnie dogaduje się ze swoją rodziną. Nieco młodszy od niej i znacznie bardziej cichy jest Peter. Jego pasją jest sztuka, poezja, opowiadanie kiepskich dowcipów i robienie magicznych sztuczek. Nie jest tak towarzyski jak siostra, ale nie wydaje się, by stanowiło to dla niego problem. Najmłodszy Alex przez większość czasu jest strasznym palantem. Wiele rzeczy uchodzi mu płazem, więc terroryzuje swoje rodzeństwo. Jest jeszcze Frederick, ktoś w rodzaju głównego służącego w pałacu. Dba o to, żeby wszystkie przygotowania przebiegały bez komplikacji. Mamy jeszcze powiernika królowej, Allistera, który zna się na czarnej magii i dzieciaki zwracają się do niego czasem w różnych sprawach. To chyba wszyscy najważniejsi bohaterowie!

5. Czy święto Yule Hare powstało w oparciu o Twoje własne doświadczenia ze świąt z rodziną?

Tak, to połączenie świąt, które wszyscy dobrze znamy, takich jak Święto Dziękczynienia, Halloween czy Boże Narodzenie. Składa się z rozmaitych tradycji, takich jak wielka uczta na koniec tygodnia czy różne stroje, w które przebierają się jego uczestnicy, albo wyścig zająców. Myślę, że każdy ma swoje własne doświadczenia związane ze świętami i spędzaniem czasu z najbliższymi. To wyjątkowy czas, ale rzeczywiście bywa wyzwaniem.

6. Czy są jakieś poboczne postacie, na które Twoim zdaniem powinniśmy zwrócić większą uwagę?

Jasne, jest ich mnóstwo! Gavin – chłopak Rosalindy, hałaśliwy punkowiec, kłócą się ze sobą dość często. Mudria to urocza, miła i niewinna dziewczyna żyjąca na Błotnistych Równinach, daleko od pałacu. Wszystko jest tam pokryte błotem, łącznie z ludźmi. Peter próbuje się z nią zaprzyjaźnić.
Demarcus to lider biegającej po pałacu paczki bogatych, rozpieszczonych dzieciaków. To synowie i córki diuków i innych ważnych ludzi, Peter często pakuje się przez nich w tarapaty.

Jest jeszcze cała zgraja leśnych ludzi, na których trafia Alex w ostatnim odcinku. Najmłodszy członek rodziny królewskiej próbuje się w nich doszukać nowej ojcowskiej figury, bo czuje się ignorowany w czasie przygotowań do święta.

Król Diego Belafonte to nowa postać, odwiedza królestwo, aby pogodzić się z naszą rodziną po wielu latach waśni. Jest lekko zadurzony w królowej Eleonorze.

7. Udało Wam się zebrać świetną obsadę. Jak udało się ich pozyskać? Jak się z nimi pracowało?

Jon Daly gra króla Rufusa, jestem jego fanem od dłuższego czasu. Myślałem o nim jeszcze w czasie tworzenia krótkometrażówki. Mieliśmy wielkie szczęście, że zgodził się na współpracę, wyszła znakomicie! Grająca królową Wendy McLendon-Covey to kolejny wielki komediowy talent. Była rozbrajająco zabawna od pierwszego momentu, w którym przemówiła glosem Eleonory.  Gillian Jacobs gra Rosalindę, jestem jej wielkim fanem odkąd obejrzałem „Community”. Jest zrównoważona, super zabawna, ale czasem też zadziorna i sarkastyczna.

Jest jeszcze Kieran Culkin, grający Petera. Byłem naprawdę zdeterminowany, żeby namówić go do tego projektu. Zwykle gra bardzo wyluzowanych bohaterów, którzy na zmianę stają się bardzo pewni siebie, neurotyczni i nieśmiali, co wydało mi się idealne dla Petera.

8. Czy oparłeś jakichś bohaterów na rzeczywistych postaciach?

W pewien sposób cała rodzina królewska z serialu jest oparta o moją. Tak naprawdę nie było to moim celem. Zacząłem to sobie uświadamiać dopiero potem. Mam młodszego brata i dwie starsze siostry. Mój tata bywa dziwakiem, potrafi być też trochę głupkowaty. Kiedy dorastałem wydawał mi się często zbyt surowy. Moja mama wciąż czepiała się ojca o różne rzeczy, była więc chyba pierwowzorem królowej Eleonory. Jest też wielką fanką brytyjskich seriali komediowych, więc to dzięki niej zacząłem je oglądać.

9. Dla której postaci najbardziej lubisz pisać dialogi?

Pisanie wszystkich dialogów było wielką frajdą. Wymyślanie dla królowej różnych złośliwości było niezłą zabawą, Rufus też sprawiał mi dużo radości ze względu na swoją głupkowatość. Jedna z nowych postaci była podobna – Demarcus. Jest bardzo zadziorny i cool, świetnie się dla niego pisało.

10. Co wyróżnia „Kroniki rodziny królewskiej” spośród innych seriali? Dlaczego powinienem je obejrzeć?

Zależało mi na stworzeniu serialu, który będzie równocześnie zabawny i pięknie zaprojektowany. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele zabawnych seriali nie wyróżnia się atrakcyjną animacją. Z kolei mnóstwo dopracowanych wizualnie produkcji z jakiegoś powodu nie jest aż tak zabawne. Chciałem połączyć te dwie zalety, mam nadzieję, że się udało!

11. Muzyka też go wyróżnia?

Tak, nie jest zbyt kreskówkowa. Punk rock z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych i trochę nowej fali – starałem się połączyć to wszystko w unikatową ścieżkę zdjęciową.

12. Opowiedz proszę, w jaki sposób „Kroniki rodziny królewskiej” ewoluowały z krótkometrażówki do miniserialu.

Cartoon Network zaproponował mi rozwinięcie tego formatu. Rozmawialiśmy o motywie świąt, więc to była rama projektu. Zależało mi na spójnej produkcji, która jednak nie będzie stanowić zamkniętej historii, tak jak moja krótkometrażówka „Za bramą ogrodu”. Więc wpadliśmy na pomysł pokazania jednego, trwającego aż tydzień święta. Każdy odcinek opowiada inny dzień, inną część historii. Potem pomyśleliśmy, że każdy odcinek może rozwijać wątek którejś postaci, dzięki temu mamy możliwość poznać całą rodzinę.

13. Jaka jest największa różnica pomiędzy pracą nad miniserialem i standardową produkcją taką jak „Zwyczajny serial”?

Przede wszystkim, możesz skupić się na konkretnej rzeczy. Pracujesz nad określoną, niewielką liczbą odcinków i starasz się, by były jak najlepsze. W przypadku większej liczby odcinków, a przy „Zwyczajnym serialu” stworzyliśmy ich około dwustu, musisz pogodzić się z tym, że nie każdy z nich będzie perfekcyjny. Trzeba nauczyć się odpuszczać pewne rzeczy.

14. Za swoją krótkometrażówkę zdobyłeś nagrodę Emmy. Jakie to doświadczenie?

To było zupełnie szalone, nie mogłem w to uwierzyć! Jestem częścią komisji oceniającej ludzi w innych kategoriach. Przyszli do mnie, poklepali po ramieniu i powiedzieli: „A tak w ogóle to wygrałeś, właśnie zdecydowali o tym w pokoju obok”. Wciąż mieliśmy kilka prac do ocenienia, więc dotarło to do mnie ze znacznym opóźnieniem. Musiałem wygłosić przemowę, to było bardzo ekscytujące! Zjawili się moi rodzice, bardzo im się podobało. Zbieranie gratulacji od innych to miłe uczucie. Pamiętam te wszystkie nieprzespane noce, podczas których dopracowywałem tę animację, więc to wspaniałe uczucie zostać docenionym.

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *