„Słowo Se-ma-for jest marką.” Wywiad ze Zbigniewem Żmudzkim

Zbigniew Żmudzki - Se-Ma-For
Zbigniew Żmudzki

Dominika Dolistowska: Za nami 4. Se-ma-for Film Festival. Co ciekawego oferowała ta edycja? 

Zbigniew Żmudzki: Nasz festiwal to przede wszystkim znakomite filmy konkursowe. Warto było przyjść, żeby zobaczyć co na świecie jest realizowane w technice filmów lalkowych, plastelinowych. Mieliśmy też znakomitych gości, którzy zgodzili się na prowadzenie różnego rodzaju spotkań lub warsztatów. Był wśród nich szef artystyczny Pixara, byli animatorzy, którzy pracowali z Timem Burtonem czy Nickiem Parkiem. Był bogaty program dla dzieci.

Elementem tegorocznego festiwalu była edycja Junior, skierowana do dzieci. Czy w przyszłości Junior Se-ma-for Film Festival ma szansę stać się oddzielną imprezą?

Bardzo możliwe, że rozwiniemy ten młody festiwal i że w przyszłym roku zorganizujemy już specjalny konkurs filmów dla dzieci. Może konkurs seriali.

Wśród zaproszonych gości 4. edycji były takie osobistości jak Micheal Ocelot, Marc Silk, Anthony Christov, Jens Johnatan Gulliksen. Czy jest jeszcze jakiś gość, którego szczególnie chcielibyście zaprosić, a nie udało się tego zrobić w tym roku? 

Od kilku lat rozmawiamy z Aleksandrem Pietrowem, który obiecał, że przyjedzie. To jest znakomity twórca rosyjski, człowiek który zdobył już raz Oskara i cztery razy był do niego nominowany.

Aleksander Pietrow
Aleksander Pietrow

Bardzo nam zależy na rozwinięciu kontaktu ze wschodem: Rosją, Ukrainą, Białorusią, Litwą, Gruzją. Niestety w tym roku zabrakło nam pieniędzy by sfinansować przyjazdy tych gości.

No właśnie, były problemy z organizacją tegorocznego festiwalu. Z czego one wynikały?

W ubiegłym roku, gdy dostaliśmy decyzję miasta Łodzi, że bardzo ograniczają dofinansowanie naszego festiwalu, właściwie stanęliśmy przed problemem co dalej? Czy w ogóle jesteśmy w stanie udźwignąć koszty takiego festiwalu. Wszystkie pieniądze które wydajemy musimy gdzieś albo zarobić albo otrzymać w formie grantów. W wielu miastach są festiwale filmowe i zawsze głównym ich sponsorem jest miasto. Festiwal ma wielkie znaczenie propagandowe dla miasta. Jeżeli przyjeżdżają goście z zagranicy, to często dowiadują ze istnieje takie miasto jak Łódź, a potem to się może przełożyć na kontakty przemysłowe, handlowe, zawodowe.

Okazało się, że niestety dostaliśmy jedną trzecią kwoty przyznanej przez miasto rok wcześniej i byliśmy już o krok od podjęcia decyzji o rezygnacji z prowadzenia festiwalu. Na szczęście udało nam się uzyskać dodatkowe dofinansowanie z PISF, a potem jeszcze z Narodowego Centrum Kultury, które sfinansowało część Junior. Doszliśmy do wniosku, że warto jednak zrobić ten festiwal. Tu muszę powiedzieć, że jest to zasługa kilku osób pracujących w Se-ma-forze, przede wszystkim Agnieszki Kowalewskiej, która sama przez bardzo długi okres zajmowała się organizacją festiwalu. Potem doszło kilka osób do tego teamu – Luc Toutounghi szef artystyczny, Ania Waszczuk, Marta Mękarska, Piotr Kałużny, Rafał Tarnowski, Marcin Guz, cały zespół Muzeum Animacji pod przywództwem Pauliny Zacharek, kierownicy produkcji filmów i jakoś nam się udało. Mieliśmy też super wolontariuszy. Prawdziwych fanatyków animacji. Bez nich nie można zorganizować dobrego festiwalu.

Teraz już wiemy, że decyzja o kontynuowaniu festiwalu była bardzo dobra, bo można powiedzieć, że impreza udała się znakomicie. Taka była opinia zarówno gości z całego świata, jak i publiczności. Dziennikarze zgodnym chórem pisali, że festiwal był wyjątkowy, a gwiazd światowej animacji mogły nam zazdrościć wszystkie inne polskie festiwale.

Czy w trakcie organizacji wcześniejszych edycji festiwalu napotkali Państwo na jakieś trudności? Jakiś pomysłów nie udało się zrealizować?

Niezrealizowanych pomysłów zawsze jest bardzo dużo. A to dlatego, że przystępując do kolejnej edycji festiwalu wymyślamy sobie co na tym festiwalu powinno być i zawsze tych pomysłów jest więcej niż później można zrealizować. Przede wszystkim ze względu na to, że na przykład goście, których chcemy zaprosić mają zajęte terminy, albo nie możemy uzyskać licencji na pokaz jakiegoś filmu, albo ta licencja jest za droga i nie stać nas na to. W tym roku udało nam się zrealizować o wiele więcej niż sądziliśmy, program był całkiem spory i mieliśmy gości, którzy do nas przyjechali przede wszystkim dlatego, że znają słowo Se-ma-for. Dla nich Se-ma-for to jest studio trochę magiczne i legendarne. Słowo Se-ma-for jest marką.

SIGNUM
SIGNUM

Jak ocenia Pan poziom w tegorocznym konkursie polskim? Czy ilość zgłoszeń rośnie z edycji na edycję? 

Poziom filmów z konkursu międzynarodowego był bardzo wysoki. Mieliśmy problem z nadmiarem dobrych filmów, a w konkursie może być zaledwie 40-50. Jeśli chodzi o konkurs polski to było dosyć średnio, ponieważ nie wszyscy którzy zrealizowali film w Polsce zgłosili go na nasz festiwal. Myślę, że może być to trochę z naszej winy, że nie dotarliśmy do tych producentów, ale po prostu nie mieliśmy ludzi, którzy mogli by się tym zająć. Sama Agnieszka Kowalewska nie może wszystkiego zrobić, a nie stać nas było na to, żeby zatrudnić sztab na przykład dziesięciu osób. Na innych festiwalach nad programem, nad całą otoczką przez cały rok pracuje sztab ludzi. U nas zabrakło czasu na dotarcie do twórców, do których też powinniśmy dotrzeć. Ale najlepsze polskie filmy z ostatniego roku były, a te nagrodzone przez jury są znakomite, zwłaszcza Grand Prix – najnowsze dzieło Witolda Giersza „Signum”. Pan Witold był wśród gości honorowych festiwalu.

Powiedział Pan, że Se-ma-for to marka. Rozpoznawalna wśród Polaków?

Wśród Polaków Se-ma-for jest znany. Podejrzewam że jest to najbardziej znane polskie studio filmowe, przede wszystkim dlatego, że każdy pamięta z dzieciństwa, że dobranocka którą oglądał była wyprodukowana w Se-ma-forze. Zawsze tam ten napis Se-ma-for był. W branży naszej też jesteśmy bardzo poważanie traktowani, jesteśmy wyjątkowi, bo jest to jedyne studio, które robi filmy lalkowe. Jeżeli ktoś próbował robić filmy lalkowe, to zawsze siłami Se-ma-fora, robili je ludzie związani z naszym studiem .

Mija rok od rewitalizacji Muzeum. Jakie korzyści dla Se-ma-fora miała ta zmiana? Więcej odwiedzających, zainteresowanie mediów?

Otwarcie Se-ma-for Muzeum Animacji

Nasze muzeum powstało pięć lat temu, jako Muzeum Bajki. Rok temu przekształciło się w Muzeum Animacji przede wszystkim dlatego, że chcieliśmy poszerzyć grupy osób nas odwiedzających. Muzeum Bajki kojarzyło się ewidentnie z muzeum dla małych dzieci i mieliśmy wtedy przede wszystkim odwiedziny dzieci z przedszkoli. Teraz przychodzą już do nas grupy gimnazjalistów, licealistów i studentów. Również dorośli. Muszę powiedzieć, że nasze muzeum przyciąga turystów z całej Polski, a nawet ze świata. Spotkaliśmy się z tym, że ktoś przyjechał do Polski i powiedział, że chce koniecznie zobaczyć Se-ma-for.

Se-ma-for naprawdę jest wielką atrakcją turystyczną i chyba dlatego w ubiegłym roku pani minister sportu przyznała nam odznakę Zasłużonego Dla Turystyki. Uhonorowała w ten sposób połączenie produkcji filmowej z atrakcją turystyczną w postaci Muzeum Animacji.

We wrześniu odbyła się premiera „Parauszka” na kanale Mini Mini+. Proszę nam przybliżyć kulisy powstania serialu.

Wiele lat temu doszedłem do wniosku, że trzeba namówić telewizję publiczną na realizację serialu lalkowego dla dzieci. Przecież dla niej powstawały najsłynniejsze serie: „Miś Colargol”, „Miś Uszatek”, „Pingwin Pik-Pok”, „Zaczarowany ołówek”. Pomyślałem sobie, że Miś Uszatek to postać bardzo popularna na całym świecie i poprosiłem autorów z którymi współpracuję by napisali takie tweetmenty odcinków i wystąpiłem do telewizji publicznej. A w telewizji panie redaktorki powiedziały: „Panie Zbyszku, mamy 104 odcinki, to nam wystarczy. Wymyślcie coś nowego.” I wtedy się prawie obraziłem. Jak można mówić takie rzeczy „wymyślcie coś nowego”.

Teraz wydaje mi się, że chyba miały rację, że rzeczywiście trzeba stworzyć jakąś nową postać. Ponieważ założyłem, że to ma być serial lalkowy, więc postać powinna być jakiejś pluszowej zabawki. Najlepszą pluszową zabawką jest misio, ale już był Colargol, Uszatek, to trzeba wymyślić coś nowego. Stwierdziłem, że dzieci lubią zajączki to może zajączek albo króliczek i wtedy powstał pomysł, żeby głównym bohaterem takiego nowego serialu był zajączek. Zgłosił się do mnie wtedy autor książeczek dla dzieci z Lublina Wojciech Próchniewicz. Przysłał mi swoje opowiadania i zaproponował, żebyśmy zrobili jakiś filmy według tych opowiadań. Każde z nich było o czymś innym, na przykład w jednym były dwa roboty, w drugim jakiś skrzat, w trzecim jakiś zajączek, w czwartym jakiś misio. Każde opowiadanie miało sympatyczną fabułkę, którą można było przerobić na scenariusz. I wtedy zaproponowałem Próchniewiczowi, żeby zamiast robota w tej samej fabułce zmieścił się zajączek, zamiast skrzata był zajączek, zamiast misia zajączek głównym bohaterem. No i rozpoczęliśmy bardzo długie dyskusje internetowe albo telefoniczne. Przegadaliśmy mnóstwo godzin. I tak narodził się serial o „Zajączku Parauszku”.

"Parauszek i przyjaciele"

Imię wymyślił Wojciech Próchniewicz, ja wymyśliłem postać. Bardzo, bardzo długo dyskutowaliśmy o tym jak to ma być robione. Próchniewicz pisał, ja to poprawiałem. Potem znalazłem redaktorkę Katarzynę Komorowską, która pracowała kiedyś w telewizji i jest specjalistką od filmów dla dzieci i ona również włączyła się do pracy i też poprawiała scenariusze Próchniewicza, któremu brakowało wprawy w pisaniu. Niestety Wojciech Próchniewicz zmarł, ale pałeczkę przejął Antoni Bańkowski, nasz scenarzysta i psycholog dziecięca Julia Śniarowska. Julia Śniarowska to jest nasze odkrycie, jest w tej chwili główną scenarzystką serialu, ale niektóre odcinki wymyśla też Krzysztof Brzozowski, reżyser.

A jak są reakcje na „Parauszka” zagranicznej widowni, bo wiem, że animacja dostała się na ponad dwadzieścia międzynarodowych festiwali.

Wszystkie filmy, które realizujemy w Se-ma-forze, są wysyłane na różne festiwale filmowe. Czasami się zakwalifikują, czasami nie. Jeżeli wiemy, że któryś z festiwali ma konkurs filmów dla dzieci to wysyłamy „Zajączka Parauszka”. Pierwszy odcinek, bo pierwszy odcinek został bardzo wcześnie udźwiękowiony w języku angielskim. I okazuje się, że prawie wszystkie festiwale, na które wysyłamy ten filmik przyjmują go, bo im się podoba. Byliśmy na dwóch wielkich festiwalach: w Annecy we Francji i na największym światowym festiwalu filmów dla dzieci w Chicago. No a oprócz tego trzeba się pochwalić, że podpisaliśmy właśnie umowę stulecia.

Umowę stulecia?

Umowa stulecia to jest umowa na światową dystrybucję serialu z firmą Zodiac Kids. To firma europejska będąca wielkim, światowym dystrybutorem filmów i programów telewizyjnych. Jeszcze nigdy w historii polskiej kinematografii żaden polski film, żaden polski serial nie wszedł do pierwszego nurtu światowej dystrybucji. Zodiac nam to gwarantuje.

Studio Se-ma-for zaangażowało się w produkcję jeszcze jednego serialu – „Koyaa” wg. scenariusza słoweńskiego twórcy Kolja Saksidy. O czym jest ta produkcja?

Tu nie opowiem pani dokładnie, dlatego, że to jest serial który na razie jest na etapie dewelopmentu, produkcja jeszcze nie ruszyła. My robiliśmy dla nich lalki, a nasz animator Piotr Fitzner trochę je animował.

Czy „Koyaa” będzie przeznaczony na rynek polski.

Jeżeli będzie realizowany i my będziemy koproducentem, to tak. Ale na razie jest na etapie takim, na jakim my z „Parauszkiem” byliśmy pięć lat temu.

Parauszek i przyjaciele na DVD
Parauszek i przyjaciele na DVD

Wróćmy jeszcze na chwilę do festiwalu. To już 4. edycja tego wydarzenia. Obecnie animacje młodych twórców można obejrzeć głównie na festiwalach, rzadko pojawiają się na stronach autorskich. Czy rozważali Państwo wprowadzenie do swojej oferty pofestiwalowych wydań dvd prezentujących animacje laureatów SFF? 

Jeśli chodzi o wydania dvd to jest to rzecz dosyć skomplikowana. Trzeba kupić prawa, licencje, dysponować sporą gotówką, którą trzeba zainwestować. My jeżeli mamy gotówkę to inwestujemy w produkcję, a wydawanie dvd dajemy innym. Dlatego „Parauszka” wydaje Galapagos. Za to my podpisujemy umowy z producentami filmów, o umieszczeniu filmu na Iplexie. Iplex to platforma cyfrowa, na której pod hasłem Se-ma-for Film Festival można za darmo obejrzeć filmy. Żeby obejrzeć te filmy trzeba obejrzeć też jakieś reklamy, z których pieniądze idą w charakterze opłat licencyjnych dla producentów filmów.

Se-ma-for to jedna z największych i najstarszych wytwórni w naszej części Europy, w ubiegłym roku studio obchodziło swoje 65-lecie. Mimo to niewiele wiadomo o jego historii, jak do tej pory wydana została jedna książka poświęcona Se-ma-forowi, sięgająca roku 1997. Może czas na nowe opracowanie?

Myślałem, żeby wydać nową książkę, monografię o Se-ma-forze. Myślałem żeby nakręcić film o Se-ma-forze. Ale na to trzeba mieć niestety dużo pieniędzy, a jak już mówiłem, jeżeli mamy jakieś fundusze, to przeznaczamy je albo na produkcję „Zajączka Parauszka” albo na utrzymanie naszego muzeum.

Mamy w Polsce uzdolnionych animatorów, coraz więcej animacyjnych festiwali i różnych wydarzeń, rodzime produkcje odnoszą sukcesy na festiwalach w Polsce i za granicą, a mimo to brak jest wsparcia ze strony Ministerstwa Kultury, telewizja polska nie jest zainteresowana zakupem i emisją. Animacja wciąż stanowi drugą, gorszą kategorię? 

Niestety prawdą jest to, że wśród wielu decydentów animacja jest na trzecim planie, bo najważniejszy film to film fabularny, aktorski kinowy; na drugim miejscu jest film dokumentalny, bo grupa dokumentalistów jest bardzo silna i liczna, a animacja jest na szarym końcu. A to dlatego, że animatorzy są pokorni. Ale to się zmienia, na przykład PISF trzy lata temu podjął decyzję o dofinansowaniu produkcji seriali dla dzieci. W ten sposób przejął misję telewizji publicznej. Dzięki tej decyzji to nagle okazało się, że można w Polsce zrobić kilka seriali. W ten sposób powstał „Zajączek Parauszek”, w Łodzi powstaje też jeden serial w firmie Animapol, w Warszawie chyba trzy seriale. Jest lepiej choć oczywiście tragedią jest to, że telewizja publiczna przestała dofinansowywać produkcje animowane.

W ubiegłym roku pan minister Zdrojewski podjął decyzję o przeznaczeniu dwóch milionów złotych na dofinansowanie seriali dla dzieci. Se-ma-for dostał z tej kwoty 500 tysięcy złotych, poprzez Narodowy Instytut Audiowizualny. Teraz prowadzimy rozmowy z Narodowym Instytutem Audiowizualnym, aby wszedł też jako koproducent do drugiej serii. Mam nadzieję, że Instytut otrzyma na ten cel pieniądze z Ministerstwa Kultury.

Telewizja Polska na wiosnę startuje z kanałem ABC przeznaczonym wyłącznie dla dzieci. Czy w dobie Cartoon Network, Nickelodeon i podobnych kanałów, nie jest na to trochę za późno?

To o czym pani mówi to jest kanał naziemny, który ma być umieszczony na jednym z multipleksów i to jest w pewnym sensie nowość. Bardzo dobrze, że ten kanał w ogóle powstaje i tu chwała dla Telewizji Publicznej, że chce ten ciężar dźwigać. 

Mam tylko nadzieję, że ten kanał nie będzie nadawał tylko i wyłącznie filmów zrealizowanych czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, ale że będą pokazywane też nowsze, jak „Parauszek” oraz że znajdą się pieniądze na produkcję.

Pracuje Pan w Se-ma-forze dwie dekady. Jak Pan wspomina te lata?

Rzeczywiście 20 lat temu przyszedłem do państwowego Se-ma-fora. W 1999 zostałem prezesem. Przyszedłem do studia chyba w najgorszym okresie, bo wtedy załamała się totalnie produkcja dla dzieci. Telewizja przestała finansować produkcje animowane. Jeszcze na samym początku, przez pierwsze dwa lata, zrobiliśmy coś dla telewizji. Ale potem już niestety te kontakty się urwały. I muszę powiedzieć, że były takie momenty, gdy naprawdę było bardzo ciężko. Teraz na szczęście jest inaczej, nie powiem, żebyśmy opływali w dostatki, ale to co jest ważne to to, że się rozwijamy i to bardzo. Nie grozi nam likwidacja, chyba że miasto będzie chciało przeznaczyć ten budynek, w którym jesteśmy na jakieś inne cele. Udaje nam się dlatego, że mamy ludzi – fanatyków animacji, z którymi się na prawdę rewelacyjnie pracuje.

Czyli losy Se-ma-fora w budynku na Tuwima są niepewne?

To jest pytanie, które należałoby zadać pani prezydent, ponieważ do nas też docierają różne plotki, że miasto ceni Se-ma-for, ale nie w tym miejscu, w którym jesteśmy. Że najlepiej by było gdybyśmy się przenieśli gdzieś na peryferia miasta.

Choć włodarze Łodzi dają dotacje, niekoniecznie widzą wytwórnię w przestrzeni miejskiej. Wygląda więc na to, że mimo osiągnięć Se-ma-fora nie traktuje się go jako ważniej instytucji.

Teraz miasto ogłosiło przetarg na opracowanie planu zagospodarowania tego budynku w którym jesteśmy. W warunkach konkursowych nie określono, że tam ma być studio filmów animowanych. Przetarg wygrała firma konsultingowa, która będzie opracowywać koncepcję zagospodarowania tego budynku. Mam nadzieję, że to będzie koncepcja studia filmowego, animacji lalkowej i muzeum animacji. Jeżeli nie, jeżeli będzie pomysł żeby tutaj było coś innego, to oznacza, że z Se-ma-fora zostanie jedynie produkcja filmowa. Filmy możemy realizować wszędzie. Gdy mamy duży projekt, musimy znaleźć jakieś dodatkowe miejsce na potrzeby realizacji. Na przykład teraz wynajmujemy w Textilimpeksie pomieszczenia, w których budujemy dekoracje, bo u nas nie ma miejsca. Ale jeżeli miasto dojdzie do wniosku, że nie chce nas tutaj, w tym miejscu, to zlikwidujemy nasze muzeum. Bo muzeum bez studia nie może istnieć. Cała magia tego muzeum polega na tym, że ono jest w studiu.

Może miastu wystarczy znakomite Muzeum Kinematografii, które nie jest związane z żadnym studiem. Jak na razie my z Muzeum Kinematografii współpracujemy, jesteśmy zaprzyjaźnieni. Uważam, że jest to bardzo ważna instytucja w Łodzi, ale równie ważną instytucją jest nasze muzeum. W dodatku ono samo się utrzymuje, miasto nie musi nam dawać milionowych dotacji.

Jakie plany ma Se-ma-for na najbliższe lata?

Po pierwsze chcemy rozwijać naszą działalność dodatkową – czyli muzeum, bo jest to bardzo potrzebna instytucja w Łodzi. Festiwal. Mamy taki pomysł jego umiędzynarodowienia. Mogę zdradzić, że jeden z naszych współpracowników był w Korei i dostał propozycję przeniesienia naszego festiwalu właśnie tam. Myślimy o tym, co zrobić żeby festiwal był obecny w obu krajach. Oczywiście, jeżeli okaże się że festiwal w Łodzi się nie odbędzie, to zorganizujemy go w Korei. Bardzo możliwe, że uda nam się zrobić dwie edycje.

"Serce w murze"

Z planów produkcyjnych, to ważne jest to byśmy kontynuowali „Parauszka”. Chcielibyśmy także wyprodukować kinowy film pełnometrażowy z tymi samymi bohaterami. Mamy w planach realizację filmu „Serce w murze”, jednak z różnych względów musieliśmy zatrzymać tę produkcję. Przede wszystkim musieliśmy zmienić totalnie scenariusz, tak, że jest to właściwie nowy film i znaleźć koproducentów zachodnich. W tej chwili pracujemy nad porozumieniem z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej, abyśmy mogli zwrócić do Instytutu te pieniądze, które otrzymaliśmy i jeszcze raz wystąpić o przyznanie dotacji na film z nowym scenariuszem. Osobną kwestią jest też reżyseria, nie jesteśmy do końca przekonani kto będzie reżyserem. W studio będziemy też realizować krótkie filmy autorskie. Zawsze była to mocna strona Se-ma-fora.

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *