Smutne Dzieci, Smutne Zombie – Recenzujemy „ParaNormana”!

Samotny i prześladowany Norman jest niezwykłym chłopcem, który potrafi przemawiać do zmarłych. Niestety wszyscy uważają go za wariata, łącznie z własnym ojcem i siostrą Courtney. Nagle jego miasteczko, Blithe Hollow, staje przed groźbą ataku prawdziwych zombie i Norman okazuje się być jedyną osobą zdolną go powstrzymać. Szaleńcza pogoń z czasem pcha go prosto w ramiona nieumarłych i w odmęty bardzo mrocznej przeszłości Blithe, które niegdyś, chcąc uchronić się przed wiedźmą, sprowadziło na siebie jej gniew i okropną klątwę. Choć opis fabuły „ParaNormana” brzmi jak wyrwany z powieści przygodowej, to film jest w rzeczywistości historią o smutnych lub przygnębionych bohaterach, dręczonych przez najrozmaitsze problemy. Normana i jego grubego kolegę Neila dręczą dzieci w szkole, siostrę dręczy sama obecność brata, ojca niezwykłość syna, a matkę narzekanie męża. Udręczone i smutne w filmie są nawet zombie i wiedźma, której przeszłość okazuje się być na tyle poważna, że aż trudno uwierzyć, że poradzić będzie z nią sobie musiał 11-latek. 

Przygnębienie i samotność wręcz zioną z ekranu, podkreślane przez długie cienie drzew, wiecznie zachodzące słońce z mglistą, fioletową poświatą, ślimaki wypełzające z czeluści budynków, jesienne liście zalegające na ziemi i smutne oczy Normana. Choć wydarzenia łączą bohaterów w drużynę, to w ich relacjach brakuje życzliwości. Dopiero końcówka filmu zmusza Courtney do przemyślenia swojego zachowania, a samego Normana do dania innym ludziom szansy. „ParaNorman” to film o komunikacji i strachu, ale jak na tytuł kierowany do dzieci jest zdecydowanie za smutny. Wszelkie humorystyczne sceny są niezręczne i powolne, wydają się nie pasować do całości. Problemem są również sekwencje dynamiczne, takie jak pościg samochodowy czy ucieczka przez las. Choć wyreżyserowane poprawnie wcale nie mrożą krwi w żyłach i nie zapierają tchu w piersi. Jedynie ostateczny pojedynek z wiedźmą jest emocjonujący, częściowo dzięki świetnym efektom specjalnym. To wizualny szczyt produkcji. 

Jak na oryginalność nastroju wśród filmów dla dzieci i młodzieży „ParaNorman” prezentuje bardzo typowe postacie. Wspominana Courtney odpowiada każdemu stereotypowi „przygłupiej cheerleaderki”. Interesują ją tylko własny wygląd i chłopcy, jest wredna, mało wie o świecie, a w angielskiej wersji językowej co drugie zdanie zaczyna od słowa „like”. Szkolny dręczyciel Normana, Alvin, również nie odbiega od dawno ustalonych schematów. Ubiera się w ciemne kolory, w uszach ma kolczyki, jest wyższy i silniejszy od reszty dzieci, ale ledwo potrafi się podpisać. Pewne odstępstwo od reguły stanowi tutaj brat Neila, Mitch, który ma być typowym „głupim mięśniakiem”. Choć zachowuje się tak przez większość filmu to końcówka wyjawia o nim pewną, zapewne kontrowersyjną dla rodziców, niespodziankę. Mimo to nie zmienia ona faktu, że obsada „ParaNormana” wygląda jak wyłuskana ze wszystkich najpopularniejszych schematów występujących w produkcjach dla dzieci i młodzieży.

Przy filmach animowanych techniką stop-motion, zawsze w ocenę tytułu stara się wkraść element ciężkiej pracy wykonanej przez wszystkich, którzy pracowali nad tysiącami twarz dla kukiełek. „ParaNorman”, pomimo przygnębiającego nastroju, wygląda świetnie. Mimika bohaterów jest bogata i różnorodna – nawet jeśli momentami wydaje się być odrobinę mechaniczna przez nieco nienaturalne odgniecenia na policzkach. W tłach można doszukiwać się przeróżnych detali, postacie chodzą płynnie i z charakterystycznym „przetarciem”. Tylko co z tego, skoro film czasami się dłuży, a postacie nie wyrywają się ze schematów? Na oficjalnym kanale YouTube umieszczone są różne klipy wyjawiające sekrety produkcji. Widać w nich nowoczesne drukarki 3D, dziesiątki ludzi siedzących nad kukiełkami i scenografią, tysiące twarzy dla bohaterów. Główni producenci chwalą się ile potrzeba ton białego pudru do drukarki, ile litrów kleju, ile noży, magnesów, rękawiczek i lat żeby stworzyć film taki jak „ParaNorman”. W produkcje tych 92 minut wszedł ogrom pracy, ale typowy widz nie będzie o tym wiedzieć, i co więcej, nie powinien o tym wiedzieć.  

Oglądanie klipów „making of” może wręcz irytować, jeśli człowiek zda sobie sprawę, że tylu pracowników tworzy coś wizualnie niezwykłego dla fabuły, która ma ewidentne braki. Jest to szczególnie przykre w momencie, gdy historia ma potencjał, a w przypadku „ParaNormana”, na pewno on występuje. W końcu smutne zombie i nastrojowe, przygnębione miasteczko to dobre tematy filmowe. Najbardziej szczere momenty „ParaNormana” są melancholijne. Jednak w obecnym kształcie film stara się być równocześnie smutny i wesoły, spokojny i pełen akcji. W rezultacie widz ogląda dziwną mieszankę, która byłaby dużo lepsza, gdyby tylko postawiono na jedną kartę.

 

 

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *