Strażnicy Świeckości

Straznicy1

Nie od dziś wiadomo, że świat animacji dla dzieci stara się trzymać z dala od religii. Odcinki „świąteczne” kreskówek opowiadają o prezentach i wartościach rodzinnych, ale bardzo rzadko wspominają o pochodzeniu uroczystości. Zważając na „nietypowość” takich epizodów pominięcie kwestii wyznaniowych przebiega naturalnie, czasami wręcz subtelnie. Inaczej sprawa ma się w przypadku „Strażników Marzeń”. To film, który nawołuje do wiary w marzenia i zająca wielkanocnego, ale całkowicie wyklucza religijną genezę świąt. W dodatku robi to na tyle niezgrabnie, że pozostawia niesmak, który dopełnia mdła i przewidywalna fabuła. Takiego efektu nie są w stanie wynagrodzić nawet dynamiczne walki w przestworzach i spektakularne loty saniami Mikołaja.

Głównym bohaterem „Strażników” jest mało znany Jack Mróz, który według folkloru odpowiada za mroźną pogodę. Jack żyje już trzysta lat, ale nie potrafi zrozumieć swojej roli we wszechświecie. Ludzie w niego nie wierzą, a co za tym idzie, nie widzą go. Bohater ma poważne problemy egzystencjalne, a wątpliwości i żale kieruje do księżyca, który jest stwórcą mistycznych stworzeń. Boskie atrybuty ciała lunarnego są niejasne, tajemnicze, i zakrawają na hipokryzję, ale to i tak jeden z ciekawszych tematów filmu. Księżyc wybiera Jacka na kolejnego „strażnika”, i tym sposobem wplątuje go w batalię z Mrokiem, manifestacją strachu, który właśnie zatruwa sny dzieci i zamierza zniszczyć ich wiarę w magię i marzenia.

Straznicy2

Walka z Mrokiem przybiera różne formy. Bohaterowie pomagają Zębowej Wróżce zbierać zęby gdy jej podwładne zostają porwane, chronią wielkanocne jajka i pojedynkują się za pomocą magii. Teoretycznie taka różnorodność wydaje się być zaletą, ale mnogość zadań strażników stwarza problem wyważenia poszczególnych elementów w fabule. Dynamiczne sceny ucieczki i pościgów trwają bardzo długo, jakby swoją spektakularnością miały wynagrodzić naiwną intrygę. Niestety w ostateczności rozbijają ogólny przebieg akcji. Oczywiście nie da się im odmówić precyzji i doskonałych efektów wizualnych. Szczególnie widowiskowo prezentują się walki per se. Każdy ze strażników ma inną broń i sposób poruszania, a choreografia potyczek jest świetna. Szkoda tylko, że fabuła za nią nie nadąża.

Pomimo niezaprzeczalnej komercyjności, bohaterowie filmu mają potencjał i uroczy dizajn. Ich osobowości natomiast są przyćmione przez moralizatorstwo i motywacyjne przemowy. Święty Mikołaj wyjaśniający Jackowi, że jego celem życia jest wzbudzanie zachwytu u dzieci zachowuje się w sposób sztuczny i wyreżyserowany. Wielkanocny Zając opowiadający o chronieniu dzieci jest patetyczny. Wszystkie naiwne przesłania filmu, w gruncie rzeczy odpowiednie dla najmłodszych, są przedstawione w tak toporny sposób, że u starszej widowni wywołać mogą tylko zażenowanie. Jedynie motyw odnajdywania własnej drogi przez Jacka przeprowadzony jest z większą finezją, ale nie może się on równać z podobnym tematem przedstawionym w poprzednim hicie wytwórni, czyli w animacji „Jak wytresować Smoka”.

Prócz moralizowania Jacka, film dotyka tematu wiary w siły nadprzyrodzone i magię. Choć przesadą byłoby twierdzić, że namawia do wierzenia w Świętego Mikołaja i Zająca Wielkanocnego, to jednak kreuje uniwersum, gdzie dziecko, które nie odrzuciło tych postaci pomaga uratować świat. Właśnie z tego względu brak choćby zasugerowania religijnej genezy Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy jest nie na miejscu. Niezależnie od wyznania i poglądów, nie można zaprzeczyć, że Wielkanoc celebruje zmartwychwstanie Chrystusa, a nie kolorowe jajka w krzakach. W „Strażnikach” jednak to ta jarmarczna, zamerykanizowana wersja religii wiedzie prym. Koniec końców komercyjne postacie są odpowiednimi bożkami dla nowych świątyń świeckości – centrów handlowych i sklepów z zabawkami.

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *