Recenzja książki „Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze”

okładkaZainteresowanie szeroko pojętą japońską kulturą, ze szczególnym uwzględnieniem mangi i anime, rozwija się w naszym kraju już od około dwóch dekad. Towarzyszy mu systematyczny wzrost znaczenia wydawców specjalizujących się w azjatyckiej tematyce. Jedną z takich oficyn jest Kirin.pl, które w czerwcu zaproponowało polskim czytelnikom publikację będącą próbą analizy fenomenu japońskiej animacji na przykładzie twórczości Studia Ghibli. Ojcami wytwórni są Hayao Miyazaki, Isao Takahata i Toshio Suzuki. Studio istnieje oficjalnie od 1985 roku, ale na Zachodzie zaczęło być o nim głośno dopiero po przyznaniu Oscara dla zrealizowanego w nim „Spirited Away”. I to głównie od amerykańskiej nagrody rozpoczął się komercyjny sukces produkcji Ghibli poza granicami Japonii.

„Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze” pod redakcją Joanny Zaremby-Penk i Marcina Lisieckiego to zbiór esejów napisanych przez badaczy z kilku ośrodków w Polsce, związanych naukowo z Japonią i reprezentujących różne dziedziny nauki. Tematem ich artykułów są niemal wszystkie, z wyjątkiem „Karigurashi no Arietti” i „Kokuriko-zaka Kara”, pełnometrażowe filmy wytwórni. Dopełnienie publikacji stanowi filmografia Ghibli, krótkie biogramy osób związanych ze studiem oraz streszczenia artykułów w języku angielskim.

Teksty zamieszczone w książce cechuje wieloaspektowość. Piszący zadbali o to, aby filmy zostały omówione w miarę wyczerpująco, stąd w esejach znajdziemy informacje o tle powstania, inspiracjach i zapożyczeniach w produkcjach Ghibli. Badacze podjęli się też analizy uniwersalnych odniesień, wskazali rolę tych animacji dla japońskiego widza, wzbogacili treść o interpretacje własne.
Zdecydowanie najsłabszym elementem publikacji są trzy pierwsze teksty. Zarys animacji japońskiej jest skrajnie okrojony. W takiej formie, w jakiej został zamieszczony, chyba lepiej byłoby gdyby w ogóle nie trafił do książki. Drugi z wątpliwej jakości materiałów to przewodnik po muzeum Ghibli, który zamiast omawiać eksponaty, bardziej koncentruje się na architekturze budynku. Zastrzeżenia można mieć też do przedstawienia sylwetki Toshio Suzukiego, bo choć sam tekst (tłumaczenie eseju autorstwa Yoshimasy Mizuo) niesie w sobie pewne informacje o producencie, pisany jest bardzo pretensjonalnym językiem. Wkradł się też błąd w dacie przyznania Oscara dla „Piotrusia i Wilka”, co w publikacji kinematograficznej nie powinno mieć miejsca.

Czy książka spełniła założenia? Jeśli traktować ją jako próbę omówienia fenomenu anime i jego miejsca w japońskiej kulturze, odpowiedź brzmi „nie”. Trudno bowiem na podstawie twórczości, niezależnie jak okazałej, tylko jednej wytwórni oceniać całokształt tak szerokiego zjawiska jakim jest japońska animacja. Ta komercyjna i ta niezależna. Byłoby to utopijne przedsięwzięcie. Recenzowana książka jest kulturoznawczym spojrzeniem na kinematografię Studia Ghibli i tak należałoby ją kategoryzować. Ze względu na swoją bogatą treść i dogłębną analizę poszczególnych tytułów, jest dobrym  źródłem wiedzy dla osób związanych z filmoznawstwem, ale także dla wielbicieli twórczości Miyazakiego i spółki, którym sam seans filmowy nie wystarcza. Do tej pory nie mieliśmy na polskim rynku tak szczegółowego opracowania dotyczącego studia z Koganei. I jeszcze mała uwaga, nim sięgniecie po recenzowaną książkę, warto zaznajomić się z filmografią Ghibli, by skonfrontować własne obserwacje i interpretacje z tymi zawartymi w poszczególnych esejach.

Dodaj komentarz »

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *